Śniegolina

Święta niebawem! W części przygotowań dzieci na pewno będą brały udział (my na przykład jutro wspólnie pieczemy pierniczki!), ale nie we wszystkich… Co zrobić, żeby bez marudzenia za plecami sprawnie uwinąć się z przedświątecznymi obowiązkami?

Dziś mam dla Was propozycję na to, jak zająć dzieciaki na czas, gdy będziecie przygotowywać coś, w czym one niekoniecznie mogą/chcą pomóc.

Zabawa wpisuje się w zimowo-świąteczny klimat. Za oknem śniegu brak, ale przecież można stworzyć jego domową wersję! Śniegolina to tania i prosta do zrobienia w domu masa plastyczna do lepienia.

Przy okazji jest to sposób na wykorzystanie zalegających gdzieś w kosmetyczce niezużytych/przeterminowanych balsamów/kremów! Jeśli boicie się, że stary krem może zaszkodzić dzieciom, kupcie nowy. Najważniejsze, żeby nie zawierał składników, na które dziecko jest uczulone. Dla największych alergików do zrobienia śniegoliny można użyć emolientów. Z jednej strony zabawa staje się wtedy droga, ale z drugiej – jest to w takim wypadku bezpieczna alternatywa dla gotowych mas plastycznych.

Do zrobienia śnieżnej masy wystarczą tylko dwa składniki:

  • balsam do ciała/ krem,
  • skrobia ziemniaczana.

Stosunek balsamu do skrobi powinien wynosić 1:2. My na ok. 250 ml balsamu zużyliśmy 2 szklanki (2×250 ml) mąki ziemniaczanej.

Poza składnikami na śniegolinę przydadzą się też:

  • miska (najlepiej szklana lub metalowa),
  • nóż do masła (tępy!), łyżka lub inne mieszadło,
  • tacka,
  • foremki do ciastek,
  • wałek.

Najpierw Marysia wycisnęła do szklanej miski balsam do ciała. Na końcu trochę jej pomogłam, bo nie dała rady naciskać tak mocno, by wycisnąć całą zawartość. Potem dodała do miski odmierzoną wcześniej skrobię ziemniaczaną. Najlepiej jest to robić stopniowo, powoli dosypując mąkę do balsamu. Jak widać na zdjęciu, nam się tak nie udało… Cała zawartość miarki wypadła od razu!Później Marysia pomieszała zawartość miski nożem. Gdy było już trudno mieszać, pomogłam jej dokończyć zadanie. Następnie pałeczkę przejęła Zosia i zagniotła masę rękami.Masa okazała się trochę za rzadka, by dało się z niej coś lepić. Była nieco lejąca, też bardzo fajna do zabawy, ale nie spełniała naszego założenia: nie przypominała w konsystencji śniegu. Dlatego dosypaliśmy jeszcze odrobinę skrobi ziemniaczanej.Po ponownym dokładnym zagnieceniu masa była gotowa.

Śniegolina powinna dać się zbić w jedną większą kulę, ale równocześnie po zgnieceniu powinna się lekko rozsypywać.

Żeby ograniczyć rozrzut masy podczas zabawy, dałam dziewczynkom tackę, na której mogły do woli eksplorować nowy materiał.Zaczęło się od wałkowania masy i wycinania z niej kształtów za pomocą foremek do ciastek (dziewczynki wybrały te w świątecznym klimacie).Po dłuższym czasie zabawy z foremkami, kiedy masa pokruszyła się trochę, Marysia bardzo dokładnie pokroiła ją na jeszcze drobniejsze kawałeczki. Przy okazji było to niezłe ćwiczenie dla małych rączek! Potem zabawa przeszła w stadium lepienia. Zosia zebrała pokrojoną śniegolinę i zagniotłaz powrotem w większe kawałki. Z nich dziewczynki lepiły różne figurki.Do takiej zabawy można dorzucić jeszcze – czego my nie zrobiliśmy – różne drobne przedmioty, np. koraliki. Bałwanek Zosi został bez twarzy…Po zabawie śniegolinę można schować i mieć pod ręką na kolejną sesję zabawową. Taką masę można spokojnie przechowywać dłuższy czas. Jak długo – to zależy od świeżości użytego balsamu, sposobu przechowywania i częstotliwości użytkowania. Mocno eksploatowana masa zmienia nieco swoje właściwości – wysycha, bo podczas zabawy zawarty w niej balsam wchłania się trochę w dłonie. Taką podeschniętą można reanimować poprzez dodanie do niej odrobiny balsamu.

Naszą śniegolinę robiliśmy w połowie października i ciągle trzyma się nieźle. Przechowujemy ją w lodówce, włożoną do woreczka i zamkniętą w szczelnym plastikowym pojemniku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *